sobota, 14 lutego 2015

Rozdział I

- Dlaczego ty nam to robisz?- zapytała mnie mama ze łzami w oczach.
- Dlaczego robię co?- odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
- Ty dobrze wiesz o co nam chodzi!- wrzasnął na mnie ojciec i gdyby nie mama to uderzyłby mnie.
- Aaa to... A nie wiem tak dla jaj, wiesz?- warknęłam na niego i pobiegłam do swojego pokoju.
  Miałam wrażenie, że zaraz się popłaczę, ale nie... Ze starą Rydel już definitywnie koniec. Ona nie istnieje. Teraz już nie ma tej słodkiej, niewinnej Delly, teraz jest wredna, chamska Rydel i tak już zostanie. 





  Jest druga w nocy, a mnie wzięło na nocne spacerki. W sumie to nie żadna nowość. Raz nawet o trzeciej zachciało mi się chodzić po dachu jednego z najwyższych budynków w Londynie.
  Zamyślona szłam ciemnymi uliczkami i nuciłam jakąś piosenkę. Myślami zaczęłam wracać do przeszłości, do czasów, kiedy moi rodzice jeszcze żyli, kiedy mój brat mieszkał z nami i tworzyliśmy piękna i zgraną rodzinkę, ale wiadomo, że to co piękne zawsze szybko się kończy. Nie raz, nie dwa, przekonałam się o tym na własnej skórze.
  Gdy miałam siedemnaście lat mój brat popadł w zle towarzystwo. Był wtedy tylko o rok starszy. Próbował się od nich uwolnić, znaleźć normalnych przyjaciół, ale to było na marne. Któregoś wieczoru, kiedy rodziców nie było w domu zrobili nam mały napad. Przynieśli piwo, papierosy i siedzieli w salonie śmiejąc się ze wszystkich i ze wszystkiego. Ja wtedy byłam w łazience i brałam prysznic. Kiedy wyszłam z pomieszczenia, obwinięta ręcznikiem ktoś zakrył mi usta ręką i położył na łóżku. Wolną ręką wyjął z kieszeni taśmę i przykleił mi ją na twarz tak bym nie mogła krzyczeć. Zaczęłam się wiercić, próbowałam kopnąć tego chłopaka, ale nie mogłam. Ręce i nogi przywiązał mi do łóżka, a następnie ściągnął ze mnie ręcznik. Zaczęłam płakać. Nie mogłam uwierzyć, że tracę dziewictwo poprzez gwałt. Po tym zdarzeniu zapadłam w depresje, nocami płakałam i okaleczałam się. Nikomu nie mówiłam co tak naprawdę się stało. W końcu wygadałam się bratu, a ten gdy tylko skończył osiemnaście lat wyprowadził się z domu i zamieszkał w okolicach Londynu. Jedynym minusem tego, że wyjechał było to, że zostałam sama z rodzicami, a oni z czasem przestali sobie ze mną radzić.
  Rok później poznałam Sam'a. Wysokiego szatyna o piwnych oczach. Przez kilka miesięcy nas związek był wręcz idealny, nie wyobrażałam sobie życia bez niego, ale potem wszystko zaczęło się sypać. Chłopak poświęcał mi mało czasu, chciał bym robiła mu dobrze ( za każdym razem odmawiałam ). W końcu nie wytrzymałam i zerwałam z nim.
  Wtedy zrozumiałam, że na świecie nie ma prawdziwej miłości. Po tym rozstaniu zaczęłam się zmieniać. Rodzice mnie nie poznawali, chcieli mnie nawet wysłać do psychologa, ale się nie zgodziłam. Zaczęłam na nich wtedy wrzeszczeć, zapominając o tym, że mają chore serca i w każdej chwili mogą mieć zawał. Któregoś dnia tato nie wytrzymał. Umarł na moich oraz mamy oczach. Potem ona nie dawała sobie rady. Miała na głowie dom, pyskującą córkę... W końcu i ona nie wytrzymała...
  Zostałam sama. Sama z sobą. Sprzedałam dom jakiemuś małżeństwu i wyprowadziłam się na drugi koniec Londynu. Miałam dużo kasy, więc kupiłam sobie olbrzymią chatę i kilka pożądanych aut. Obok mnie mieszkał pewien chłopak - Jack. Zaprzyjaźniliśmy się i przyjaźnimy do tej pory. Jest on szefem Londyńskiego gangu, do którego ja również należę. Chłopak nauczył mnie wszystkiego co sam umiał czyli szczelanie z pistoletu, obrona i takie tam. Od tamtej pory razem z nim żądze gangiem. 
  Dobra, ale czemu ja tyle o sobie gadam? To do mnie nie podobne... Tylko stara Rydel potrafiła gadać o sobie i o innych pierdołach godzinami. Boże serio?!
Zmęczona tym spacerem postanowiłam już wrócić do domu, ale ktoś mi w tym przeszkodził.
- Rydel?- usłyszałam za sobą.
  Obróciłam się na pięcie i spostrzegłam brązowookiego blondyna. Był cały ubrany na czarno, na głowie miała założoną czapkę tak by było widać długą, sięgającą aż do oczu grzywkę. Przyjrzałam mu się uważnie po czym zrozumiałam z kim stoję oko w oko.
- Riker...- powiedziałam przez zaśnięte zęby.- Co ty tu robisz?
- Wiesz nie powiewem o tym mówić- uśmiechnął się do mnie groźnie po czym na mojej twarzy zagościł uśmiech.
- Własnej siostrze nie powiesz? Doobra...
- No okej, ale obiecaj, że nikomu nie powiesz.
- Obiecuje- powiedziałam i zaczęłam się zastanawiać czemu ja go w ogóle nie przytuliłam. Przecież nie widzieliśmy się z dwa lata...
- Przyszedłem tu na zwiady. Wiesz należę do i innego gangu i planujemy atak na tutejszy.
  Że co proszę? Czy on właśnie powiedział, że planuje atak na MÓJ gang?! Czyli co teraz mój brat to mój wróg? No pięknie...
- Ale przecież... Ten tutejszy gang może cię rozpoznać, nie?- przełknęłam głośno ślinę i spojrzałam na niego.
- Jestem nowy - odpowiedział dumanie. Taa aż mu normalnie pozazdrościć idzie...
- Słuchaj ja muszę iść, spotkamy się kiedy indziej, dobra? No to pa.
  Wywróciłam oczami i zaczęłam iść w stronę domu. Boże co za idiota! Nie mógł do cholery zostać z tamtymi "przyjaciółmi"?! Ja pierdole no to się narobiło...






No, więc witam was w pierwszym rozdziale ;3
Tak naprawdę to on miał być gdzieś w poniedziałek/wtorek, ale spięłam dupsko i napisałam dzisiaj co jest lekką głupotą...
Ten rozdział miał być dłuższy. Rydel miała tu dokładnie opowiedzieć swoje dawne życie, no ale stwierdziłam, że jednak będzie tak jak jest teraz xd
Jestem na 100% pewna, że gdzieś są błędy, ale kij z tym...
W zakładce "bohaterowie" są narazie 3 postacie, ale za jakiś czas dodam nowe.
To już chyba wszystko z mojej strony.
Pa ;3
Do następnego rozdziału <3










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz